OSOBIŚCIE

Nazywam się Marlena Chodkowska... Witam Cię na mojej stronie!
Bardzo się cieszę, że się tu pojawiłeś, ponieważ dzięki temu stworzyła się przestrzeń na nasze bliższe poznanie.
Zacznę od siebie, a może w przyszłości dowiem się czegoś również o Tobie.


 


Jestem CZŁOWIEKIEM zafascynowanym światem i ludźmi, PRZYJACIÓŁKĄ wszystkich bliskich mi osób, SPORTOWCEM z charakteru oraz PSYCHOLOGIEM i TERAPEUTĄ z powołania. Zodiakalny lew, co mocno oddaje moją naturę. Kiedy jest na to czas uwielbiam spać do późna, biegać i wylegiwać się w słońcu, ale w chwilach działania jestem mocno zdeterminowana i skoncentrowana na znalezieniu najefektywniejszego rozwiązania. Nie ma problemu nie do przejścia, ani trudności nie do pokonania. Na wszystko jest sposób. Pytanie tylko, ile czasu potrzeba na jego odkrycie.

Zanim zdecydowałam się na pracę z drugim człowiekiem, przeszłam setki godzin pracy nad samą sobą, co dało mi niesamowitą możliwość rozwoju oraz wskazało drogę do polepszania jakości własnego życia. Znam z autopsji każdą jedną, proponowaną przez siebie technikę pracy. Nie eksperymentuję, działam w oparciu o wiedzę oraz doświadczenie, ale i szczyptę magii. Podczas indywidualnych spotkań jestem często świadkiem małych i dużych cudów. Przemian tak oszałamiających i dynamicznych w swojej istocie, że mam pewność, iż człowiek jest zdolny do naprawdę wielkich rzeczy.
 

Powyższy opis pisałam 2 lata temu...

Pisanie o sobie jest trudne i szybko się staje nieaktualne to co napisałam na swojej stronie 2 lata temu, nadal jest prawdą o mnie, ale z tamtego okresu. Minął czas, kolejne lata pracy z ludźmi i kolejne życiowe doświadczenia. Ja sprzed 2 lat to już zupełnie inna ja.

I dobrze. To właśnie daje świadome życie. Powoduje wzrost i rozwój.

Na ten moment, gdybym miała napisać o sobie to z pewnością powiedziałabym tak:

Jestem fajterką. Zarówno o siebie, jak i o lepszy świat. Mam to szczęście, że los obdarzył mnie ogromną potrzebą do życia w pełni. Mam taki element w sobie, który pcha mnie do ciągłego przekraczania granic. Doświadczania i poznawania nowych rzeczy oraz integrowania w sobie wszystkiego, co przeżywam. Wtedy czuję się szczęśliwa.

Ma to ewidentnie dużo plusów, bo ten głód prowadzi mnie do nieustannego rozwoju, jako człowieka, psychologa, kobiety... z drugiej strony wiele spraw utrudnia, bo w swoim życiu kieruję się prawdą o samej sobie. Nie umiem postępować wbrew temu co myślę i czuję. Wiedza o sobie zobowiązuje mnie do bycia autentyczną we wszystkim co robię, a często ma to swoją cenę. Dość wysoką, w końcu w społecznym życiu czasem łatwiej płynie się z prądem, niż tworzy się własne koryto rzeki. Mimo wszytko warto! Nic nie daje takiego poczucia szczęścia, jak postępowanie w oparciu o głos swojego serca. Nawet jeśli innym się to nie podoba.

     

W mojej opinii, elementem, który pozwala uzdrowić każde cierpienie jest bezwarunkowa miłość, rozumiana jako bezwarunkowa akceptacja i szacunek do wszystkiego co z nami związane.

 
Wiem, że obdarzając miłością bezwarunkową i szacunkiem wszytko co jest i jakie jest... kroczymy droga do wewnętrznego szczęścia. Natomiast poprzez nieakceptację tego co w nas i wokół nas, doprowadzamy do dezintegracji, a tym samym dysharmonii w funkcjonowaniu. Oddalamy się od prawdziwego ja, oddalamy się od siebie. Tracąc własną tożsamość stajemy się sfrustrowani i nieszczęśliwi. Dlatego głęboko wierzę w BEZWARUNKOWĄ MIŁOŚĆ ponad TRADYCYJNĄ MORALNOŚĆ. Miłość ponad podziałami, miłość bez powodu, miłość bez stawiania warunków sobie i innym... to właśnie ona pozwala na doświadczenie szcześcia.

W moim życiu osobistym, często spotykam trudności, które na pierwszy rzut oka wyglądają na nie do przejścia. Jak każdy inny człowiek doświadczam przykrości, odrzucenia, lęku i rozczarowań. Zdarza się również, że doświadczam krzywdy. Czasem nawet bardzo długo muszą te trudne rzeczy być obecne w moim życiu - zanim odważę się na spojrzenie z miłością - na to od czego najchętniej odwracam wzrok. Brzmi niedorzecznie? Może i tak, ale działa!


Mam na to kilkaset dowodów - przemian ludzi, z którymi pracuje. Natomiast moim największym dowodem jest moje własne życie.
Skoro w moim przypadku to działa to, czemu nie w Twoim?